IMG 7617

W pewien zupełnie zwyczajny piątek na lekcji fizyki wydarzyło się coś, co na długo zapisze się w szkolnych kronikach. Pod przymrużonym z lekkiego niepokoju okiem nauczyciela, uczniowie klas 7 A i B postanowili rozstrzygnąć fundamentalny spór: co wygra w ostatecznym starciu – bezlitosna grawitacja, czy stawiająca jej opór siła sprężystości? Zamiast jednak grzecznie wyprowadzać na tablicy kolejne równania, młodzi badacze odrzucili konwenanse i przeszli do bezkompromisowych działań w terenie. W akcie najwyższego poświęcenia dla nauki zamienili się w żywe obiekty testowe. Ochoczo rzucili się do sprawdzania na własnych ciałach, czy elastyczność i sprężystość materii zdołają uratować ich przed twardym lądowaniem, gdy bezwzględna grawitacja nagle upomni się o swoje. Eksperyment okazał się na tyle dynamiczny, że wygenerował dość głośne zjawiska poboczne. Seria głuchych tąpnięć i radosne okrzyki fruwających eksperymentatorów zadziałały jak niezawodny system alarmowy. Z imponującą szybkością przemieszczania się oraz precyzyjnie wyliczonym wektorem prędkości skierowanym prosto do drzwi pracowni, pracownicy szkoły zostali postawieni na równe nogi. Gotowi ratować budynek przed lokalnym trzęsieniem ziemi, wpadli do sali z minami pełnymi gotowości bojowej. Zastali tam jednak tylko rozbawioną młodzież, która na własnej skórze badała parametry zderzenia z podłogą, oraz lekko bladego nauczyciela. Ten, z ogromnym dystansem do siebie i pełną powagą, uspokajał ekipę ratunkową, że kontrolowany chaos to przecież naturalne środowisko fizyków. Morał z tej lekcji jest naukowo udowodniony: grawitacja ostatecznie zawsze sprowadzi nas do parteru, siła sprężystości czasem zdoła uratować nasze kości, ale w całym znanym wszechświecie nie ma zjawiska szybszego niż reakcja czujnej, szkolnej obsługi.

redagował Tomasz Wnuk